Czego nauczyło mnie bezrobocie

renesansowy obraz ilustrujący w metaforyczny sposób wpis na blogu UX Future o tytule "Czego nauczylo mnie bezrobocie"

Jeśli śledzicie mnie na facebooku lub linkedinie, to pewnie wiecie, że od sierpnia szukam nowej pracy. W mojej poprzedniej pracy wydarzyła się redukcja zatrudnienia czy też zwolnienia grupowe (ang. layoffs), a moje stanowisko było jednym z dotkniętych. W lipcu byłam na tak zwanym „garden leave”, czyli okres wypowiedzenia bez obowiązku świadczenia pracy. Właśnie wygooglałam, że po polsku to się nazywa zielona trawka, ładnie.

Z góry postanowiłam, że lipiec będzie moim czasem odpoczynku i nie chciałam w tym czasie aktywnie poszukiwać pracy. Brałam udział tylko w procesach, które się że tak powiem przydarzyły same. Ale głównie odpoczywałam, wyjeżdzałam i cieszyłam się pogodą. W wolnych chwilach uzupełniałam portfolio.

W głowie miałam piękną wizję, że w sierpniu zacznę szukać pracy, we wrześniu zacznę robotę w nowym miejscu i jeszcze zostanie mi sporo kasy z odprawy. Otóż mamy początek września, ja nadal nie mam pracy i na ten moment się nie zapowiada, aby coś się na dniach zmieniło. A dzisiaj opowiem Wam, czego na ten moment nauczyła mnie ta sytuacja.

Poduszka finansowa to nie bzdura

Zacznę od tematu finansów, bo nie oszukujmy się, jest to jednak sprawa ważna. Wcześniej nie zwracałam na to tak bardzo uwagi, bo zmieniałam pracę „na zakładkę” i nie musiałam ruszać zamrożonych środków. W obecnej sytuacji jest trochę inaczej. Zwolnienia grupowe dosyć mocno mnie zaskoczyły. Dostałam dobrą odprawę, ale gdybym miała korzystać tylko z tych pieniędzy i żyć jak wcześniej, to pewnie powoli przerzucałabym się na żarcie gruzu.

Nie jestem ekspertką od finansów, także nie będę Wam tu podawać sposobów na oszczędzanie, ale warto się zabezpieczyć na różne okoliczności. Ja od kilku lat buduję poduszkę finansową odkładając część wynagrodzenia na lokaty i fundusze. Skłoniła mnie do tego pandemia, wojna i sytuacja w branży. Wiedziałam, że różnie może być i niestety tym razem intuicja mnie nie zawiodła.

Wiem, że jest teraz sporo kont na instagramie zajmujących się tematem finansów, oszczędzania i inwestowania. Warto poszukać i obwąchać się z tematem. Ja od siebie mogę polecić klasykę gatunku, czyli książkę „Finansowy Ninja” Michała Szafrańskiego.

Bezpieczeństwo finansowe daje mi możliwość znalezienia miejsca pracy, gdzie faktycznie będzie mi dobrze. Mam swoje konkretne aspiracje, wiem w jakich warunkach mi się dobrze pracuje i jakiego typu firmy szukam. W momencie, gdyby kończyła mi się już gotówka, to nie miałabym możliwości przebierania. Robiłabym pewnie bardziej desperackie ruchy, poświęcając przy tym moje wartości.

Nie da się znaleźć pracy w tydzień

Kolejna ważna lekcja pokory, to czas szukania pracy. Z jakiegoś powodu wbiłam sobie do głowy, że znajdę pracę w miesiąc i we wrześniu będę już zaczynać w nowym miejscu. Skąd taki pomysł? Nie wiem… Ale wiem, że bardzo mnie dobiło, kiedy tego celu nie udało mi się zrealizować. Czy zrobiłam coś źle? Coś na pewno, ale jednocześnie wiem, że ten cel był po prostu mało realistyczny. Składa się na to mnóstwo czynników.

Po pierwsze – zaczęłam szukać w połowie wakacji. To nigdy nie jest dobry czas dla rekrutacji. Procesy rekrutacyjne angażują wiele osób na różnych etapach, a w wakacje ludzie są na urlopach. Przez to czas między etapami baaardzo się rozciąga, a motywacja spada, bo nie wiadomo, czy odpowiedź w ogóle nadejdzie.

Po drugie, procesy rekrutacyjne ogólnie są długie. Czy wszystkie te etapy są potrzebne, to już temat na inną dyskusję. Zazwyczaj spotykam się z tym, że jest od 3 do 5 etapów – HR call, spotkanie z managerem, zadanie/whiteboard challenge lub prezentacja portfolio, a czasami jeszcze dodatkowe spotkanie z kimś ważnym. Włączając tyle osób w proces, po prostu nie da się tego zrobić w jeden tydzień. Z tego powodu rozciąga się to czasami i na cały miesiąc.

A po trzecie, sytuacja na rynku nie jest obecnie ciekawa. Ostatnie lata i wydarzenia, które miały miejsce – pandemia, wojna, a także spowodowany przez nie kryzys gospodarczy – sprawiły, że także branża IT została dotknięta. Ah, i jeszcze rewolucja AI, z którą nie wszystkie firmy sobie radzą. Wszystko to składa się na to, że firmy zatrudniają mniej, a niektóre nawet decydują się na zwolnienia grupowe, bo finanse im się nie spinają.

Szukanie pracy to praca na cały etat

Tak jak już wspomniałam, pierwszy raz od 5 lat szukam pracy aktywnie. Poprzednia zmiana pracy wyszła spontanicznie. Nadal pracując w software housie, dostałam zaproszenie do procesu rekrutacyjnego na Linkedinie. Przyjęłam zaproszenie, wzięłam udział w procesie i dostałam ofertę, którą zaakceptowałam. Miesiąc później pracowałam w firmie produktowej. To był jedyny proces w jakim wzięłam wtedy udział.

Myślę, że właśnie przez tamtą rekrutację jak z bajki Disneya, myślałam, że tym razem też pójdzie tak gładko. Niestety, tym razem mamy dramat obyczajowy, a nie bajkę. Na facebooku pokazywałam mój excel rekrutacyjny, w którym spisuję wszystkie firmy, do których aplikowałam i jednocześnie zapisuję na jakim jestem etapie, oraz inne przydatne informacje. Na obecną chwilę mam tam wpisane 38 firm… do 38 firm wysłałam już CV. Z tego z 19 firm dostałam już odmowę (lub ja zrezygnowałam) na różnych etapach zaawansowania procesu. 7 procesów jest aktywnych, toczą się rozmowy i czekam na decyzję o kolejnym etapie. A pozostałe firmy w ogóle nie odpowiedziały na zgłoszenie.

Mój dzień wypełnia przeglądanie nowych ogłoszeń i odświeżanie skrzynki odbiorczej. Aktualizuję też CV i portfolio na podstawie feedbacku i pytań, który dostaję w procesach. Bardzo dużo czasu poświęcam też na przygotowywanie się do rozmów. Robię research o firmie, czytam jeszcze raz dokładnie ogłoszenie i staram się podkreślić najważniejsze umiejętności podczas spotkania.

To naprawdę jest czasochłonne. Do tego z każdym kolejnym etapem rośnie ekscytacja, ale jednocześnie stres, że coś pójdzie nie tak. Ja się dosyć szybko przyzwyczajam do wizji pracy w danej firmie i z każdym kolejnym etapem to narasta. Dlatego oczekiwanie na odpowiedź i zastanawianie się czy zaproszą mnie do kolejnego etapu jest prawdziwą męczarnią.

Przydają Ci się moje wpisy?

Jest prosty sposób, żeby powiedzieć „Merci, że jesteś tu” – możesz jednorazowo wesprzeć moją działalność, stawiając mi wirtualną kawkę i tym sposobem doceniając moją pracę. Dziękuję!

Aktualne portfolio

Kolejna ważna lekcja, to regularna aktualizacja portfolio. Niby wszyscy o tym wiedzą, ale umówmy się, mało kto to faktycznie robi. Przychodzi do szukania pracy i jest olaboga. To oczywiście rada już dla osób, które pracują w branży i regularnie uczestniczą w nowych projektach, ale naprawdę warto w jakikolwiek sposób dokumentować swoją pracę. Nie namawiam do przygotowywania od razu dopracowanych slajdów do gotowego case study, ale przynajmniej hasłowo zapisywać sobie przebieg projektu i jego rezultat. To naprawdę pomaga stworzyć potem ciekawą historię, zamiast samych ładnych obrazków jak z dribbble.

Akurat w mojej sytuacji miałam sporo czasu na przygotowanie portfolio, bo zwolnienia zostały wcześniej zapowiedziane. Co prawda, nie wiedziałam, że dotknie to także mnie i mojego stanowiska, a wręcz się tego nie spodziewałam. Jednak intuicja podpowiadała mi, że co by się nie działo, warto zaktualizować w tym niepewnym czasie portfolio. I tak właśnie zrobiłam, zaczęłam zastanawiać się, które z realizowanych projektów będę najciekawsze do pokazania, a przede wszystkim, na przykładzie których będę w stanie pokazać moje doświadczenie i wachlarz umiejętności. Pracowałam w tej firmie tylko rok, także nie było trzeba aż tak daleko sięgać pamięcią i całkiem sprawnie zgromadziłam potrzebne mi materiały.

Dopiero podczas rekrutacji i prezentacji case study przed managerami zauważyłam, że przydałoby się trochę więcej materiałów roboczych, których już oczywiście nie miałam. Jedna managerka zapytała mnie, czy poza finalnymi interfejsami mogłabym pokazać też jakieś odrzucone pomysły. Niestety ich nie miałam, bo nawet nie wpadłam na to, że mogą mi się przydać. To kolejny przykład na to, że podczas rekrutacji liczy się bardziej pokazanie procesu i sposobu dochodzenia do rozwiązań, niż rozwiązanie samo w sobie.

Mam takie postanowienie, że kolejnym razem będę sobie na bieżąco spisywać następujące rzeczy: nazwa projektu, daty, moja rola, stakeholderzy, od czego się zaczął projekt, jakie były poszczególne kroki, czy były jakieś trudności, co zostało dostarczone, jakie były rezultaty. Robiłam kiedyś jakiś kursik, gdzie gościu pokazywał fajną templatkę do trzymania tego typu zapisków, ale nie mogę znaleźć. Myślę, że mogę nam coś takiego przygotować i tu wrzucić. Chętni?

Plan B

Chcę być gotowa na każdy scenariusz. Mogę dostać pracę za 2 tygodnie, ale równie dobrze może to zająć jeszcze kilka miesięcy. Nie chce w tym czasie zupełnie wypaść z rytmu pracy, a jak najlepiej wykorzystać ten czas dla siebie i dla mojego rozwoju. Robię w tym czasie różne kursy, między innymi z Interaction Design Foundation* i zaległy Product Psychology Masterclass kupiony jeszcze za „firmowe”.

* link afiliacyjny – kiedy skorzystasz, dostaniesz 2 miesiące free przy rocznej subskrypcji, a ja 1 miesiąc dodatkowo.

Jednak rozwój to jedno, a bezpieczeństwo finansowe to drugie. Dlatego zdecydowałam się zacząć budować sobie dodatkowe źródło dochodu, na wypadek gdyby bezrobocie miało się wydłużyć jeszcze bardziej. Spokojnie, ten blog i podcast zawsze będą dla Was darmowe. Nie zamierzam też wypuszczać żadnych kursów, ebooków i innych materiałów, które żerowałyby na tym, że UX jest teraz popularny. Możecie niezmiennie liczyć na moją szczerość.

Co zatem wymyśliłam? Założyłam konto na Upwork i jestem na etapie wymyślania, jakie usługi mogę sprzedawać tam klientom. Dodatkowo patrzę, jakie zlecenia są tam publikowane. Jeśli faktycznie uda mi się rozkręcić jakkolwiek ten freelancerski biznes, to z chęcią Wam opowiem, jak to wygląda. Znając mnie, jak nie wyjdzie, to też opowiem.

Ah, i założyłam konto na buycoffee, gdzie możecie mi postawić kawkę, a za określoną kwotę możecie umówić się ze mną na wirtualną kawkę i pogadać o czym chcecie. Kwota nie jest zawrotna i ani nie uratuje mojego budżetu, ani nie powinna nadszarpnąć Waszego. A wiem, jak przydatne jest czasem z kimś pogadać, chociażby o trudach rekrutacji. Korzystajcie śmiało z tej możliwości, póki jeszcze mam czas 🙂

Podsumowanie

Jestem przekonana, że to nie koniec moich rekrutacyjnych przygód. Zaplanowałam też kilka innych wpisów, bo ten czas jest dla mnie bogaty w przemyślenia, odkrycia i rozczarowania oczywiście. Chętnie się tym wszystkim z Wami podzielę, bo jestem daleka od sztucznego lukrowania rzeczywistości i udawania, że w tej branży praca jest dla każdego, a pieniądze spadają z nieba.

Trzymajcie za mnie kciuki! Ja również Wam kibicuję 🙂 Do następnego!

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Scroll to Top