Na jakie manowce sprowadził nas kult człowieka w projektowaniu UX?

Hurraoptymistyczna koncepcja człowieka w centrum stała się nadrzędnym argumentem bijącym łopatologiczny design tworzony zza biurka. Znacznie osłabła w obliczu nagłaśniania silniejszych zjawisk od człowieka, choćby zmian klimatu, powszechnego zanieczyszczenia wód oceanicznych, toczących się chorób psychicznych i wydolnościowych. Ale zacznijmy od początku.

Człowiekocentryczność w usługach

Człowiekocentryczność jako koncepcja przyjęła się dobrze w usługach
cyfrowych, w usługach w dużej mierze. Co było przedtem? Instytucjonalność. Bicie pokłonów wielkim brandom, masowej produkcji,
nieprzystępności instytucjonalnej, procesom nabijającym kabzę korporacjom. Pojawił się Internet, potem social media. I role się odwróciły.

Scrolluj dalej

Zaczęto w przyśpieszonym tempie tworzyć produkty czy usługi, które
teoretycznie miały posłużyć ludziom. Aplikacja Tinder jest łopatologiczną grą w dobieranie sobie partnerów. Uproszczenie zasad jej funkcjonowania doprowadziło do takiego spłycenia nawiązywania kontaktów, że wciąż powstają w bogate opisy nośne artykuły opisujące wszelkie ludzkie osobliwości. Proste przewijanie użytkowników, czyli potencjalnych kandydatów wytworzyło w ludzkim mózgu przełączanie impulsów jak w grze wymagającej tylko sprawności palców. Uproszczenie zasad jest zacnym kierunkiem (przez wzgląd choćby na dobrze znane nam umowy telekomunikacyjne), ale sprowadzenie ich do ping-ponga ściągnęło na siebie sporo niebezpiecznych zjawisk jak niechcianych zdjęć penisów czy uzależnienia od zmieniania partnerów w niekomfortowym momencie czy zwulgaryzowania flirtu. Uproszczenie funkcjonalności szybko doprowadziło ludzi na manowce wiecznego przewijania.

Breaking news: Żółwie nie lubią słomek

Innym przykładem na przyjęcie fatalnego obrotu wypadków są legendarne
słomki i inne plastikowe umilacze. Zatem głodny człowiek zaczął być w
centrum (w przypadku plastikowych opakowań), a powielony człowiek na
głodzie stał się już słabym ogniwem wydalającym całe góry śmieci plastiku. W przypadku słomek, które rozwiązywały pewną niedogodność picia w trakcie podróży czy przemieszczania się po mieście, na koniec stały się horrorem dla zwierząt żyjącym w kompletnie innym ekosystemie. Należałoby teraz napisać na nowo Customer Journey produktu. Już nie w perspektywie egocentrycznego człowieka – zapoczątkowanego od jego uczucia głodu do wykonania prac na rzecz zaspokojenia (Jobs-to-be-done-man), a zamiast tego całej długiej drogi zakończonej na odległym wysypisku śmieci.

Uprośćmy to

Można by rzec, że design zaczął być problematyczny, gdy zaczął pochylać się nad rozwiązaniem nieistotnych potrzeb człowieka i obrócił się w potężną machinę produkcyjną. To by było jednak krzywdzące dla samego designu. Jednakże gdy się nad tym zastanowić – biznes kreujący naprawdę głupie rozwiązania nie znaczących niedogodności w życiu człowieka – otworzył drogę dla pustej konsumpcji. Przyzwyczaił nas do upraszczania wszystkiego nie zatrzymując się tylko na prostej potrzebie zaaoszczędzenia czasu czy drogi. Po prostu zaczął obracać wszystko w żart. Możesz umyć zęby bez poruszania ręką albo zjeść bez poruszania szczęką. Jakie to proste!

Nie każ mi myśleć

Czas i wysiłek stał się wrogiem człowieka. Na czasie zaczęły być wszystkie rozwiązania, które wypraszają tych dwóch intruzów za drzwi. Męczysz się przy czytaniu książki? Musisz przewracać kartki? Męczysz się podczas zakupów dobierając sobie ładne pomidorki? Męczysz się idąc? Za wolno idziesz na przystanek autobusowy? Codzienne absurdalne wybory budują bańkę „niezamęczania się zbytnim” i niewysiłkowego korzystania z produktów i usług. Bezrefleksyjność stała się plagą naszych czasów. Nie chcemy widzieć faktycznych kosztów – chcemy zwiedzać świat, ale nie widzieć wysypisk śmieci. Nie każ mi myśleć!

Produkty i usługi mają podnosić komfort (przyjemność) życia. Unikanie bólu stało się obsesją tak daleko posuniętą, że zawężenie horyzontu myśleniowego stało się naturalną jego konsekwencją. Na czele z zaślepnięciem na widzenie ciągu przyczynowo-skutkowego zjawisk w świecie. Na szczęście o swoje prawa upomniały się flora i fauna. W dobrobycie wykrystalizowały się również wyższe potrzeby, takie jak empatia czy dobro wspólne. Zwrot ku nim, a także zwrot ku świadomym decyzjom konsumenckim przywraca też wiarę w człowieka myślącego i zaangażowanego w sprawy bardziej trwałe niż zakup najnowszego telefonu.

Wpis gościnny przygotowała Marta Drożdż, która obecnie szuka pracy jako Junior Design Konsultant. Marta mówi o sobie: „Patrzę holistycznie. Prawie zawsze.”